O autorze
Fotograf modowy, producent programu "Bez Maski rozmowy Moniki Jaruzelskiej", wykładowca Elle Szkola Stylu dla Stylistów oraz w Szkole Stylu Moniki Jaruzelskiej. Pasjonat off-roadu, motocykli i wypraw z aparatem w ręku.
Często siada za kamerą lub koordynuje filmową produkcję.
Absolwent WSKiMS w Warszawie.
Przygodę z fotografią zaczynał jako fotoreporter w KAPiF.
Urodzony Warszawiak, zakochany w Starym Żoliborzu, którego nigdy nie opuści.
Cześciej w trasie niż w domu, z przyjemnością hotelowe łóżko zastępuje fotelem w swoim pickupie.
Z lustrzanką na ramieniu i iphonem w ręku poszukuje kadrów.
Zamiast pisać woli opowiadać obrazkami.

Col du Petit Saint-Bernard w cieniu supersamochodów

foto: Marcin Samborski / NaTemat.pl
Nigdy nie interesowały mnie samochody sportowe. Widok Ferrari lub Lambo na polskich dziurawych ulicach, bardziej mnie śmieszy niż wyzwala szybsze bicie serca. Próba wykorzystania potencjału czarnego konia na warszawskich drogach, wiemy jak może się skończyć. Pomimo bycia zatwardziałym zwolennikiem wysokiego zawieszenia, muszę się przyznać, że widok supersamochodów na Col du Petit Saint-Bernard zrobił na mnie ogromne wrażenie.


Podczas realizacji kolejnego etapu mojego projektu o najwyższych trasach Europy, spędziłem jedno popołudnie w towarzystwie pojazdów z najwyższej światowej półki.
Tak naprawdę tego dnia miałem już ruszać do kolejnego miejsca mojej podróży - Canyon du Verdon, jednak propozycja, którą otrzymałem była nie do odrzucenia.

Z aparatem w ręku i za kierownicą mojej Toyoty Hilux towarzyszyłem w przejeździe przez małą przełęcz św. Bernarda, kierowcom najdroższych samochodów swiata.
Konigssegen, Ferrari Dino czy Ford GT zapanowały tego dnia nad asfaltem wiodącym przez przełęcz. Nawet panoszący się Niemcy na swoich GS'ach Adventure, karnie zjeżdżali do prawej strony, widząc w lusterku przyklejonego do asfaltu Konigssegen'a.

Szybko dotarliśmy do dawnego przejścia granicznego od strony francuskiej, gdzie zorganizowany był checkpoint wyścigu.
To tu tak naprawdę miałem chwilę, aby sięgnąć po aparat, zrobić zdjęcia i porozmawiać z kierowcami, których poziom dżentelmeństwa sięga najwyższych szczytów Alp.
Co tu dużo pisać, zdjęcia mówią same za siebie.












Pełna relacja z Col du Petit Saint-Bernard wkrótce.
Pozdrawiam
Marcin Samborski
Trwa ładowanie komentarzy...