O autorze
Fotograf, operator, wykładowca VIAMODA i SWPS.
Pasjonat off-roadu, motocykli i wypraw z aparatem w ręku.
Realizuje projekt - Najwyższe Trasy Europy
Absolwent WSKiMS w Warszawie.
Przygodę z fotografią zaczynał jako fotoreporter w KAPiF.
Urodzony Warszawiak, zakochany w Starym Żoliborzu, którego nigdy nie opuści.
Cześciej w trasie niż w domu, z przyjemnością hotelowe łóżko zastępuje fotelem w swoim pickupie.
Zamiast pisać woli opowiadać obrazkami.

Mont Ventoux z Tour de France w tle.

Czy można czuć dyskomfort siedząc wygodnie w samochodzie, podjeżdzając pod górski szczyt we Francji? Można ! Nie myślę tu oczywiście o dyskomforcie fizycznym, ale psychicznym... Do Francji wracam zawsze z przyjemnością, bo to miejsce mojej pierwszej dalekiej podróży i miejsce związane z historią mojej rodziny. W 1985 roku, jako 5 latek, wyruszyłem wraz z rodzicami w podróż Fiatem 126p...

Czy można czuć dyskomfort siedząc wygodnie w samochodzie, podjeżdzając pod górski szczyt we Francji?
Można !
Nie myślę tu oczywiście o dyskomforcie fizycznym, ale psychicznym...
Do Francji wracam zawsze z przyjemnością, bo to miejsce mojej pierwszej dalekiej podróży i miejsce związane z historią mojej rodziny. W 1985 roku, jako 5 latek, wyruszyłem wraz z rodzicami w podróż Fiatem 126p.
Startowaliśmy w Warszawie, a celem podróży była Prowansja, i co najważniejsze, cel został osiągnięty.
Wyjazd ten w mojej pamięci, to pojedyńcze klatki obrazujące miejsca, sytuacje i samochody, które, porównując je z naszym "maluchem", były tak inne i wyjątkowe.

Jestem pewien, że ta pierwsza daleka podróż spowodowała, że pokochałem nawijać kilometry na koła.
Jednym z miejsc, które pamiętam z pierwszego pobytu we Francji jest szczyt Mont Ventoux, wznoszacy się na wysokość 1911m ponad krajobraz Prowansji.



W tym roku, po prawie 30 latach, postanowiłem znów odwiedzić to miejsce, tym razem wraz z Joanną i naszym psem. Do tej pory ciągle gdzieś się spieszyłem, coś innego fotografowałem, a Mont Ventoux mijałem patrząc z dołu.
W 1985 roku na szczyt dojechałem z rodzicami Oplem Ascona wyprodukowanym pod koniec lat 70tych ubiegłego wieku, należącym do naszej rodziny. Maluch, z tego co wiem, został na dole, bo tak poprostu było wygodniej.

Wjeżdżając na szczyt w 2013 roku siedzę w moim pickup-ie i obserwując, z jaką łatwością Toyota Hilux pokonuje kolejne kilometry, myślę o motoryzacji lat 70tych i 80tych, i jak w tych czasach wyglądało podróżowanie samochodem.

To gdzie tu miejsce na dyskomfort ?
Mont Ventoux to jeden z odcinków specjalnych kolarskiego wyścigu Tour de France.
Klimat związany z tą imprezą czuje się od momentu wjazdu do miasteczka Bedoin, leżącego u podnóża szczytu.
Wszędzie rowery, rowerzyści, pamiątki związane z Tour de France.
Wielki szlak śladami wyścigu zaczyna się na początku drogi D974 ( route eu Mont Ventoux ), a kończy u szczytu na wysokości 1912 m n.p.m.



Podczas 21 km drogi z Bedoin prowadzącej na Mout Ventoux, mijałem grupy zapaleńców pokonujacych na własnych rowerach legendarny etap wyścigu.
Ta droga to różnica wysokości sięgająca 1600 m, o średnim nachyleniu 7,6%.
Kolarze w różnym wieku, i jak sądzę, z różnym stopniem przygotowania fizycznego, powoli i mozolnie walczyli z samymi sobą, pogodą i drogą na szczyt.
W czasie naszego pierwszego wjazdu na 1911m padało, było zimno, a my z Joanną wiedząc, że ze szczytu nie będzie sensu fotografować, przejechaliśmy się na rekonesans.
Z każdym kilometrem i kolejnym mijanym w deszczu i we mgle rowerzystą, zaczynałem czuć dyskomfort. Ja podkręcam ogrzewanie w samochodzie, bo temperatura zaczyna spadać, a tuż obok ktoś udowadnia przed samym sobą, że da radę.






W czasie podjazdu zaczynam tłumaczyć sobie, że mam chory kręgosłup, ale mijani mężczyźni w wieku 60+ oraz kobiety walczące z pokonaniem wzniesienia, jakoś mi nie ułatwiają sprawy.

Po dotarciu przez nas do celu przekonujemy się, że dziś rzeczywiście mgła uniemożliwia fotografowanie. Naszą uwagę zwraca tylko sklep z pamiątkami, w którym jest głośno i tłoczno, oraz kolejka do tablicy z napisem Mout Ventoux 1911m.n.p.m
W ogonku przypominającym widok sprzed sklepu z minionej epoki, stoją ludzie z rowerami. Teraz, po pokonaniu tej trudnej drogi na szczyt, siłą własnych nóg, chcą upamiętnić tą chwilę.

Pomiędzy nimi stoję też ja czując, że trochę na takie zdjęcie nie zasługuję.
Gdy przychodzi moja kolej, Joanna robi mi zdjęcie, ja jej i postanawiamy, że na szczyt wrócimy jutro.

Na drugi dzień sytuacja z mijaniem rowerzystów znów się powtarza, a ze względu na lepszą pogodę, drogę okupuje jeszcze więcej fanów Tour de France.
Na szczęście ładna pogoda sprawiła, że takich jak my jest więcej, a dzięki temu nie jesteśmy osamotnieni w swojej łatwości dotarcia na szczyt.
Wspaniały widok jaki mamy tego dnia z Mont Ventoux na panoramę Prowansji uświadamia mi, że warto tu być i odnowić wspomnienia z dzieciństwa :)








Jeśli jesteście fanami jazdy na rowerze i walki ze swoimi słabościami to wybierając się do Prowansji nie zapominajcie zabrać swojego roweru.
To miejsce to także obowiązkowy punkt na mapie dla tych, którzy tak jak my z Joanną kochamy fotografować.










foto: Joanna Samborska & Marcin Samborski
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...